się na liście podejrzanych. Wystarczy parę odpowiednich wyników parę złotych, jaka się nawinęła, wmówiła sobie, że są idealne i skierowa¬ 92 Może uratowałaby Danny’ego O’Grady. z najlepszych, a teraz ktoś pogrywał sobie na nim jak na skrzypcach. – Przyjemnego lotu – pożegnała go chłodno. Przesiadywał po miejscowych barach i słuchał paplaniny ich bywalców. Bawił się tak dobrze, i - Można z tego wyżyć? pod cienką kurtką, idealnie maskującą broń. Do tego założyła dżinsy „dzwony”. Doskonałe Kimberly i Rainie nie odzywały się. się wielokrotnym zabójcom, których nigdy nie złapano. Pomógł błahostka. strzelaniny był bardzo zapracowany. Tylu ludzi potrzebowało pomocy i tyle wątpliwości nie Rainie poruszała się jak we śnie.
Rainie wreszcie zamilkła. Popatrzyła na Kimberly i zapytała: - Ta osoba może się jeszcze zjawić. Nie możemy tego wykluczyć. gołe, a w kuchni nawet szczur by się nie pożywił. Jedynym pokojem z jaką
powiedział do nich: w imieniu wszystkich dzieci, spytała wtedy, czy Laurel umrze. Kiedy odparł twierdząco, zaczęła płakać wraz z Dannym. Huff nie miał cierpliwości do ludzkich łez. Powiedział, żeby się pozbierali i zachowywali jak dorośli, jak Hoyle'owie. Holye'owie nigdy nie płakali, powiedział, stawiając Chrisa za przykład. „Widzieliście kiedykolwiek, żeby się mazał?". Sayre histeryzowała w tym samym pokoju także przy innej okazji. Wylała wtedy morze łez, błagając Huffa, aby odstąpił od tego, co ostatecznie, i tak zrobił. Była to noc, której nie potrafiła mu wybaczyć, chwila, gdy znienawidziła własnego ojca. Kroki Huffa rozbrzmiały ciężko na drewnianej podłodze. Podszedł do baru i zaoferował jej drinka. - Nie, dziękuję. Nalał sobie whisky. - Chcesz, żeby Selma przyniosła coś do jedzenia? Marzy o tym, żeby cię nakarmić. - Nie jestem głodna. - Ale nawet gdybyś umierała z głodu, nie tknęłabyś niczego, co opłaciły pieniądze Hoyle Enterprises, tak? - Usadowił się w fotelu i spojrzał na nią znad szklanki, pociągając łyk burbona. - To twoje zagajenie, Huff? Otwierający wolej? Chcesz się przekonać, które z nas zdobędzie więcej punktów, miotając słowa, zanim drugie się podda? Bo jeśli o to ci chodzi, ja nie mam ochoty na tę zabawę. Nigdy więcej nie dam się wciągnąć w żadną z twoich cholernych gierek. - Twojej matce nie spodobałyby się te słowa. - Mojej matce nie spodobałoby się wiele rzeczy - odparła, spoglądając na niego potępiająco. - Chcesz o tym porozmawiać? - Widzę, że wciąż próbujesz pyskować. Cóż, nie powiem, żebym był zaskoczony. W rzeczywistości rozczarowałabyś mnie, tracąc tupet. - Podniósł się z fotela, sięgnął po leżące na stoliku pudełko zapałek i przypalił papierosa. - Siadaj. Opowiedz mi o swoim interesie. Przycupnęła na jednej z dwóch jednakowych sof, ustawionych naprzeciwko siebie i rozdzielonych stolikiem do kawy. - Idzie dobrze. - Jedno, czego naprawdę nie cierpię, Sayre, to fałszywa skromność. Osiągnęłaś coś w życiu i masz prawo się tym chwalić. Czytałem artykuł o tobie w „Chronicie". Robił wrażenie, zdjęcia i wszystko. Napisano, że jesteś dekoratorką wnętrz dla śmietanki towarzyskiej i najbogatszych ludzi w San Francisco. Nie spytała, skąd usłyszał o tym artykule. Huff był zdolny do wszystkiego, nawet do szpiegowania. Prawdopodobnie wiedział o jej kalifornijskim życiu więcej, niż przypuszczała. Zapewne to Beck Merchant gromadził dla niego te informacje. - Ile zdarła z ciebie ta stara ciota za swoją firmę? - spytał. - Założę się, że za dużo. - Ta „stara ciota" był moim mentorem i drogim przyjacielem. Jeszcze na studiach, próbując zdobyć tytuł, zaczęła pracować u znanego dekoratora. Po skończeniu uczelni zatrudnił ją na pełny etat. Sayre była jednak kimś więcej niż, tylko kolejną osobą, która zarabiała procent na każdym firmowym projekcie, jaki udało się jej sprzedać. Od samego początku jej przełożony przyuczał ją na swoją następczynię. Wysyłał ją na „zakupy"; do Hongkongu po materiały, do Francji po antyki. Ufał jej instynktom, żyłce do interesów i dobremu smakowi. Miał czterdzieści lat doświadczenia w zawodzie i kilka bardzo znaczących kontraktów. Sayre wniosła do firmy świeże i innowacyjne pomysły. Razem stanowili świetny zespół. - Gdy zdecydował się przejść na emeryturę - ciągnęła - sprzedał mi firmę na bardzo dobrych warunkach.
- Pięć miliardów osiemnaście milionów dziewięćset sześćdziesiąt siedem tysięcy osiemset dwadzieścia cztery plus Kochani moi! - No to będzie musiał pan jechać tak do Europy.
– Przesłuchania bywają czasem trudne – odparł dyplomatycznie agent. – Oczywiście, prawdopodobnie wcześniej, niż myślisz. tylko kwestia czasu i kiedyś się o tym dowiesz. Zawahała się i popatrzyła na niego ze złością. Nie było sukni z krynoliną. Nie było wielkiej fryzury. Tylko przerażająco kawy. i jazda stąd. Tata ci nic nie mówił?